Czym jest OpenAI Private Intelligence i czy trzeba go włączać?

Odpowiedź OpenAI na pytanie, które każda firma zadaje po cichu: kto widzi to, co wpisuję do AI?

Każda firma, która boi się AI, martwi się o to samo: moje dane wchodzą do środka i co dalej? Private Intelligence to propozycja OpenAI dla takich ludzi, pokazana na DevDay w wersji zapoznawczej.

Składa się z dwóch rzeczy. Po pierwsze, zerowe przechowywanie danych, czyli dostawca nie trzyma twoich zapytań ani odpowiedzi. Po drugie, automatyczne kontrole bezpieczeństwa, które działają bez wglądu pracowników OpenAI w treść. OpenAI dodaje też, że dane firmowe nie służą do trenowania, chyba że klient sam się na to zgodzi.

Czy to coś, co włączasz w każdej rozmowie? Z tego, jak to opisano, raczej nie. Wygląda na ustawienie na poziomie konta, coś, co admin konfiguruje raz, a nie przycisk do wciskania przy każdej wiadomości.

Hm, kontrole bezpieczeństwa treści, której nikt nie czyta. Jak to niby ma działać?

Maszynowo. Kontrole są zautomatyzowane, więc cała idea polega na tym, że oprogramowanie szuka problemów, a ludzie nie zaglądają do twoich danych. Ile spokoju to da mocno regulowanym firmom, pokaże dopiero praktyka.

Jesienią ma dojść druga część, też w wersji zapoznawczej: Private Inference. Model miałby działać na sprzęcie do poufnych obliczeń, w szczelnej enklawie, do której nie zajrzy nawet operator chmury, z kontrolami, które da się zweryfikować. Dla szpitali, banków i kancelarii to może przesądzić, czy AI w ogóle dotknie danych klientów.