Dlaczego tylu ludzi w ogóle nie próbuje AI?

Trzy historie. Jedna dziura: brak małego sukcesu, po którym strach wygląda na przesadzony.

Dużo osób mówi o AI i nic z tym nie robi. Z boku wygląda to jak trzy osobne grupy. W praktyce to jedna bariera w trzech przebraniach.

Pierwsza grupa widzi w tym technologię w złym sensie tego słowa. Za trudne, za techniczne, lepiej nie ruszać. Stoją z boku, bo zakładają, że drzwi są zamknięte, a klucza nie mają.

Druga grupa wierzy w odwrotność i i tak ląduje w tym samym fotelu. AI i tak wszystko umie, więc jak będę chciał, to zrobię. Nigdy nie sprawdzają tego na żywym zadaniu. Wiara bez pierwszej próby to bardzo wygodny sposób, żeby nic nie ruszyć.

Trzecia grupa nawet nie dyskutuje. Jest im w miarę dobrze tak, jak jest. Trochę się boją, trochę nie chcą, żeby to weszło do codzienności, i umiejętność stoi w miejscu. Wystarczy wygoda plus lekki lęk.

No dobra, to która grupa jest prawdziwym problemem? Bo każda ma jakąś rację.

Żadna osobno. Wspólna dziura to brak jednego małego sukcesu. Argumenty tego nie ruszają. Mail, który powstał, wyjazd, który się ułożył, notatka, która nagle dała się ogarnąć, to właśnie to. Po jednym takim momencie "za trudne" i "zrobię później" brzmią cienko.

Dlatego start jest taki nieefektowny. Nie kurs. Nie stos teorii. Jedno zadanie, które i tak masz, oddane modelowi razem z uczciwym "nie wiem jak". Ludzie tkwią, bo czekają na poczucie gotowości. Gotowość przychodzi po pierwszym użytecznym wyniku, nie przed nim.