Czy wielkie laboratoria AI tracą zdolność do radykalnych zakładów, kiedy rosną?
Ładna wersja brzmi: wojna o talenty. Anthropic bierze noblistę. OpenAI bierze współlidera Gemini. Czterech kolejnych wychodzi i zakłada firmę, a Alphabet i tak wystawia czek. Można na tym stanąć i nazwać to kłusownictwem. Przegapi się wtedy bardziej niewygodną część.
W laboratorium rozmiaru Google DeepMind dziki pomysł nie umiera dlatego, że ludzie są głupi. Umiera dlatego, że najpierw musi przeżyć stos innych pytań. Jak to pomoże dowieźć Gemini. Jak to wygląda obok Search. Co się stanie ze slajdem o przychodzie. Kto w tym kwartale ma karty. Zanim pomysł jeszcze żyje, jest już oszlifowany do kształtu zeszłorocznego planu.
To jest ta inercja, o której Vinyals mówił przy wyjściu. Duża organizacja zawsze jej pełno. Radykalna zmiana zużywa siły na walkę z budynkiem, zanim w ogóle weźmie się za problem. Firma czterech osób zadaje inne pierwsze pytanie: czy to działa. Nie: jak to wpadnie na spotkanie produktowe.
Silnik i kierowca
Ten rozłam da się opisać mechanicznie. Wielkie laboratoria mają silnik, czyli ogromny model ogólny i serwerownie za nim. Tego, czego w środku trudno im sfinansować, jest kierowca, któremu zależy tylko na zamykaniu pętli naukowych. Kierowca chce mniej dem i więcej nijakiej iteracji. To kiepska oferta, kiedy publiczna tablica wyników to benchmarki chatbotów, a prywatna to reklamy.
Dean wskazał jeszcze jedną zmianę, która dopiero teraz umożliwia wyjście. Fabryki nie trzeba już budować samemu. Chmura znaczy, że mały zespół może wynająć to, na co Google spędził dwadzieścia lat. Stary powód, żeby zostać ("tylko my mamy maszyny"), osłabł dokładnie wtedy, kiedy powód, żeby wyjść ("nie możemy tych maszyn w to wycelować"), stał się mocniejszy.
Ale Google zostawiło sobie udział i daje compute. Jeśli laboratorium naprawdę blokowało zakład, to po co im pomagać?
Bo wielka firma potrafi być dwiema rzeczami naraz. Za wolna, żeby ten zakład hostować w środku, i wystarczająco sprytna, żeby nie robić sobie wroga z ludzi, którzy chcą go odpalić na zewnątrz. Inwestycja plus chmura to sposób, żeby zostać w pokoju, nie zmieniając tego, jak matka ustawia priorytety. To też przyznanie, nawet jeśli nikt nie wpisze go do notatki: niektóre kształty badań nie mieszczą się w obecnej formie laboratorium.
Nic z tego nie znaczy, że Google jest skończone, ani że start-upy automatycznie wymyślają lepszą naukę. Większość firm czterech osób nie wymyśla nic. Znaczy natomiast, że ograniczenie jest strukturalne. Ta sama organizacja, która potrafi wytrenować model frontu na budżecie planety, jest źle ułożona do ochrony wąskiej, wieloletniej pętli, która nie pomaga asystentowi w tym kwartale. Ludzie to widzą. Potem wychodzą z pętlą nadal w głowie.
Więc tak, wielkie laboratoria tracą radykalne zakłady, kiedy rosną. Nie dlatego, że badacze są gorsi. Dlatego, że pierwsze pytanie w pokoju przestaje brzmieć "czy to prawda", a zaczyna brzmieć "gdzie to siedzi na roadmapie". To nie są te same pytania. Nie wychodzą z nich te same firmy.