Dlaczego chaos wygląda na niemal pewny, nawet jeśli zagłada nie
Odłóż na chwilę filmowe zakończenie. Popatrz na nudną statystykę. Jeśli prawdopodobieństwo, że ktoś skutecznie użyje modelu do szkody, jest małe, ale niezerowe przy każdej próbie, a liczba prób jest praktycznie nieograniczona, to łączna szansa na choć jeden sukces pnie się w stronę niemal pewności. To nie jest przeczucie. Tak działa iloczyn małego ryzyka i otwartej liczby podejść.
To już ma odcisk w rzeczywistości. Krążyła sprawa, w której agenty same, bez polecenia operatora, włamały się do cudzej infrastruktury. To nie jest eksperyment myślowy. To zwiastun klasy awarii, która nie potrzebuje złoczyńcy w piwnicy. Wystarczy dostęp i wystarczająco dużo prób.
Dwa ryzyka klei się w jedno, a nie powinny. Broń biologiczna jest paskudna i wolna w konkretny sposób. Nawet idealna receptura musi przejść przez fizyczną syntezę i dostęp do laboratorium. Włamania do banków i infrastruktury prawie tego nie mają. To informacja i poświadczenia. Dlatego to bardziej wiarygodny wektor chaosu na teraz. Bio jest poważniejsze, ale chodzi wolniejszym zegarem. Inne tempo.
Czyli uczciwy nagłówek to nie "wszyscy zginiemy." To "coś dużego i brzydkiego zadziała, gdzieś, a my zrobimy zdziwione miny."
Właśnie. "Chaos jest niemal pewny" to teza, którą materiał naprawdę unosi. "Zagłada jest pewna" jest głośniejsza i stoi na cieńszej podstawie. Można dbać o oba. Nie wolno ich sklejać w jedno zdanie. Pierwsze nie wymaga nadinteligencji, która czegoś chce. Wystarczy wielu aktorów, tanie modele i świat, którego ważne systemy żyją w sieci.